„Obywatelski Poznań ma głos!”-zapis debaty

O kondycji społeczeństwa obywatelskiego w naszym kraju, współpracy na linii samorząd organizacje pozarządowe, a także o koncepcji utworzenia centrum inicjatyw obywatelskich  w Poznaniu dyskutowaliśmy w Klubie Meskalina podczas debaty pt.: „Obywatelski Poznań ma głos”, w której wzięli udział kandydaci na urząd Prezydenta Miasta Poznania. Spotkanie, które odbyło się 29 października, zostało zorganizowane m.in. prze redakcję „Inicjatyw Obywatelskich” w ramach Ogólnopolskiej Akcji „Masz Głos Masz Wybór”. W debacie uczestniczyli: Dariusz Jacek Bachalski (SLD), Tadeusz Dziuba (PiS), Grzegorz Ganowicz (PO), Ryszard Grobelny (KWW Ryszarda Grobelnego), Jacek Jaśkowiak (KWW My-Poznaniacy).


Spotkanie prowadzili Iwona Janicka z Fundacji Aktywności Lokalnej oraz Marcin Halicki z Inicjatyw Obywatelskich.

 

Iwona Janicka: Czym dla Panów jest kapitał społeczny? Jakie ma znaczenie w kontekście rozwoju społeczno – gospodarczego Miasta Poznania?

Tadeusz Dziuba:  Dla mnie swoistym wzorem organizacji społeczeństwa, z punktu widzenia aktywności obywateli, jest społeczeństwo amerykańskie. Tamtejsze społeczności potrafią się skupiać wokół swoich parafii, szkół, boisk, itd. Poprzez to rozwija się żywe zainteresowanie sprawami publicznymi. Moim zdaniem w naszym kraju powinniśmy do tego praktycznego ideału zmierzać.
Inna sprawa to konieczność traktowania organizacji pozarządowych przez władze Poznania, jako organizacje partnerskie, czyli takie od których można uzyskać wiarygodne informacje, zwłaszcza dotyczące tego, jakie mieszkańcy miasta mają wobec decydentów oczekiwania i czego od nich żądają. Kolejna kwestia – żyjemy w kraju, gdzie większość zadań publicznych bierze na siebie władza samorządowa lub centralna. Nie ma takiej potrzeby – większość tych zadań mogłyby wykonywać stowarzyszenia lub fundacje, oczywiście gdyby były wyposażone w odpowiednie instrumenty. Byłoby to niesamowitym impulsem do ożywienia społecznego i oddolnej mobilizacji mieszkańców miasta, ponieważ odczuwam duży spadek wiary oraz duży poziom zniechęcenia społeczeństwa. Inwestycje (w tym developerskie) powinny być konsultowane społecznie.

Dariusz Jacek Bachalski: Organizacje pozarządowe są moim oczkiem w głowie. Demokracja to dla mnie przede wszystkim wolność i odpowiedzialność. Moim marzeniem jest sytuacja, kiedy większość zadań publicznych byłoby realizowanych przez organizacje pozarządowe. W 2002 roku miałem przyjemność, jeszcze jako parlamentarzysta Platformy Obywatelskiej, uczestniczyć  w pracach nad ustawą o pożytku publicznym i wolontariacie. Od jej przyjęcia zostały uporządkowane i zdefiniowane najważniejsze kwestie związane z działalnością organizacji pozarządowych w naszym kraju. Niestety, na co dzień obserwuję z jakimi problemami borykają się poszczególne ngo’sy. Nie chodzi tu tylko o miejsce, w którym III sektor mógłby się rozwijać, ale przede wszystkim przekazywanie jak największej liczby zadań publicznych dla organizacji pozarządowych. Dla mnie są one sednem społeczeństwa obywatelskiego.

Nigdy żaden urzędnik nie dorówna społecznikowi w pasji działania dla dobra mieszkańców miasta. Powtórzę: wielkie kwestie społeczne powinny być delegowane do realizacji organizacjom pozarządowym. Zgadzam się z moim przedmówcą, że takim punktem odniesienia dla stworzenia systemu wspierającego społeczeństwo obywatelskie są Stany Zjednoczone. Sam prowadzę organizację pozarządową – Fundację Edukacja Bez Granic, i nieraz spotkałem się z kłopotami, jakie mają ngo’sy w naszym kraju. Jednym z nich było wypełnienie wniosku o rejestrację w sądzie organizacji pożytku publicznego. Tutaj potrzebny jest prawnik. Inna sprawa to Księgowość - niezwykle istotna w każdej organizacji. Tutaj, niewątpliwie, wsparcie jest konieczne. Apeluję, przy okazji, do pana Ganowicza jako przedstawiciela partii rządzącej, aby lobbował na rzecz zmian prawnych sprzyjających funkcjonowaniu organizacji pozarządowych.

Grzegorz Ganowicz: Popełniamy  błąd, gdy postrzegamy organizacje pozarządowe jako te, które, przede wszystkim, żywią się konfliktem. Oczywiście są takie, które powstają na jego bazie, ale patrząc na wielką liczbę stowarzyszeń i fundacji,  jest to jednak margines. Miom zdaniem warto zająć się przede wszystkim tymi, które działają w sferze edukacji czy pomocy społecznej – tu jest bardzo dużo rzeczy do zrobienia, a Ich działania oceniam bardzo pozytywnie. Bezdyskusyjnym dla mnie jest fakt, że zadania publiczne są wykonywane przez organizacje pozarządowe o wiele bardziej efektywnie niż jakikolwiek urząd. Powtarzam - ostrzeganie organizacji, jako tych wyrosłych na konfliktach, dodatkowo historyczne postrzeganie Polski, jako kraju scentralizowanego powoduje, że przedstawiciel organizacji pozarządowej jest przez urzędnika traktowany jako osoba, która na pewno czegoś chce i próbuje przeszkadzać. Brakuje po prostu zrozumienia, że NGO jest przede wszystkim partnerem, i może pomagać  w realizacji tych zadań, które na samorząd zostały nałożone. Jeżeli te bariery zostaną zlikwidowane, współpraca między urzędem a organizacjami na pewno będzie dużo lepsza.

Powinniśmy wspólnie - samorząd i NGO, znajdować sposoby na lepszą współpracę. Na pewno należałoby rozdzielić stanowisko koordynatora ds. współpracy z organizacjami pozarządowymi od Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych Urzędu Miasta Poznania. Jest przecież wiele innych dziedzin, w których działają organizacje pozarządowe: wystarczy wymienić edukację i kulturę. Nie można jedną regułą w jednym wydziale obejmować innych dziedzin działalności organizacji.

Ryszard Grobelny: Kapitał społeczny w różnych teoriach rozwojowych próbuje się definiować jako kwestia budowy zaufania społecznego, chęci partycypacji społecznej, uczestnictwa w podejmowaniu decyzji. Mierników takiego kapitału społecznego jest kilka – jednym z nich jest liczba organizacji pozarządowych, wielkość kwot, którymi obracają ngo’sy. Ale jednym z ciekawszych mierników kapitału jest zaufanie - jednego obywatela do innego, zaufanie obywatela do władzy. Jeżeli mówimy o jakimś obszarze świata, który w tym względzie jest dla mnie wzorem, to na pewno wymieniłbym Skandynawię, a nie Stany Zjednoczone. Na północy Europy jest bardzo silna tendencja do pomocy innym ludziom, natomiast za oceanem chęć partycypacji nastawiona jest na rozwiązywanie własnego problemu. Poznań zbliża się do takiego momentu w rozwoju, gdzie relacje międzyludzkie będą istotnym czynnikiem rozwojowym. Proces rozwoju kapitału społecznego jest stosunkowo długi, ale możliwy do przeprowadzenia. Bardzo istotnym elementem budowy kapitału społecznego jest dla mnie kultura i sport. Jednak chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że jest duża grupa stowarzyszeń i fundacji, których głównym celem jest prowadzenie działalności gospodarczej, i dla mnie Ich znaczenie w kontekście budowy kapitału społecznego jest dużo mniejsze. Najsilniejsze organizacje budujące relacje społeczne to takie powstałe na bazie konfliktów lub pomocy, jak choćby stowarzyszenia i fundacje działające na rzecz osób niepełnosprawnych. Wymieniłbym tu jeszcze trzecią grupę organizacji, których celem jest wydawanie pieniędzy – mówię tu choćby o mecenasie kultury czy sportu. One też są potrzebne, ale najsilniejsze relacje tworzy grupa organizacji oparta na samopomocy.

Jacek Jaśkowiak: Kapitał społeczny to dla mnie zaangażowanie w życie wspólnoty: dzielnicy, ulicy, miasta. Prezydent Grobelny słusznie zauważył, że w Skandynawii ten kapitał jest najsilniejszy. Tamtejsze warunki klimatyczne zmuszają ludzi do współpracy. Istotnym powodem rozwoju tamtejszych organizacji były relacje z władzą, która nie traktowała ich jako zło konieczne. Rządzący korzystali z tego potencjału. Organizacje się zawiązywały, bo ludzie mieli wspólną pasję, cel, jak choćby koła łowieckie, związki wędkarzy, itp. Znalazłem się tutaj, ponieważ także jestem członkiem podobnej wspólnoty. Stowarzyszenie My-Poznaniacy błędnie  postrzegane jest jako organizacja powstała na bazie konfliktu. Powstaliśmy, ponieważ bardzo wiele osób, funkcjonujących w społecznościach lokalnych, radach osiedli, organizacjach pozarządowych, mówiąc we własnym imieniu nie przebijała się ze swoimi postulatami, koncepcjami na lepsze funkcjonowanie Poznania. Ich głos był do tej pory zbyt cichy, by został usłyszany przez władze. Jestem dumny z tego, że reprezentuję to stowarzyszenie. Będąc częścią takiej wspólnoty, jaką tworzą My-Poznaniacy, jest czymś wspaniałym. O tym, kto jest kandydatem na radnego czy Prezydenta miasta z naszego komitetu, nie decyduje nikt w Warszawie. To mieszkańcy osiedli, społeczności lokalnych, Ci działacze społeczni – to oni mnie wybrali i jest to tym większy zaszczyt dla mnie, że tak się stało. Chcemy pomóc młodym ludziom, aby mieli wpływ na to, co się w tym mieście dzieje. Z naszych list startują także studenci. I mają bardzo duży problem, aby w Poznaniu oddać głos w wyborach samorządowych. Oprócz tego nasze stowarzyszenie daje możliwość pokazania się i startu w wyborach z naszych list osobom związanym z kulturą w Poznaniu. Reasumując: jestem tutaj, bo nasze Stowarzyszenie uznało, że trzeba być aktywnym akurat w tych dziedzinach.

Marcin Halicki: Poznańskie organizacje pozarządowe od bardzo dawna dyskutują i jednocześnie postulują utworzenie w Poznaniu centrum inicjatyw obywatelskich. W jaki sposób, według kandydatów, takie centrum powinno funkcjonować: skąd wziąć środki na jego utworzenie, kto miałby partycypować w bieżącym funkcjonowaniu?

DJB: Jako polityk lewicowy wróciłbym tutaj do koncepcji funkcjonowanie Fortu II w Poznaniu. Gdy zostanę Prezydentem obiecuję, że wrócimy do tego tematu. Uważam, że poza przekazaniem bazy, miasto stać byłoby na zatrudnienie i pokrywanie stałych kosztów związanych z zatrudnieniem prawnika czy księgowości. Obowiązkiem miasta powinna być promocja aktywności organizacji pozarządowych.

GG: Przede wszystkim bardzo mi miło, że SLD wspiera działania wokół Fortu II, które ja prowadzę. Jeżeli chodzi o centrum organizacji pozarządowych: na pewno gdyby działania organizacji szły w kierunku stworzenia jednego projektu, pozycja w rozmowach z miastem byłaby na pewno silniejsza. Zwłaszcza z tym urzędem, który czasami tych organizacji pozarządowych się obawia. Samorząd powinien na cel utworzenia takiego centrum przeznaczyć przynajmniej lokal czy budynek. Natomiast finansowanie bieżącej działalności takiej jednostki powinno opierać się na grantach, w tym także pochodzących z miasta.

RG: Zgadzam się z Przewodniczącym Ganowiczem, że takie centrum powinno być prowadzone przez organizację bądź organizacje pozarządowe. Partnerem w takim przedsięwzięciu powinien być Urząd Miasta Poznania. Jeżeli chodzi o sposób finansowania, to jak najbardziej możliwe jest przeznaczenie lokalu lub obiektu na ten cel. Natomiast sposób finansowania powinien pochodzić z trzech źródeł: Unia Europejska lub Europejski Obszar Gospodarczy, wkład własny powinien pochodzić z budżetu Miasta Poznania, także część środków na pokrycie bieżącej działalności centrum mogłaby pochodzić z budżetu miasta, widzę też odpłatność, choćby na minimalnym poziomie, ze strony organizacji pozarządowych korzystających z centrum. Taką partycypację z ich strony widziałbym na poziomie 10-15 % kosztów operacyjnych funkcjonowania przedsięwzięcia. Pozostałe ze środków publicznych.

JJ: Przede wszystkim posłuchałbym samych organizacji, głosu środowiska. Na dzień dzisiejszy nie jestem w 100 % przekonany, czy utworzenie takiej jednej komórki jest najlepszym rozwiązaniem. Nie wiem, czy akurat dodatkowa obsługa kadrowa jest dzisiaj tym organizacjom potrzebna. W naszym stowarzyszeniu robimy to samodzielnie. Potrafiliśmy się samodzielnie zorganizować, nikt nam w tym zakresie nie pomagał. Jeżeli chodzi o lokal to faktycznie takie miejsce by się przydało. Zwłaszcza, że w Poznaniu tych pustostanów jest naprawdę sporo. Jednak dla mnie najważniejsze jest to, żeby głos tych oddolnych organizacji był wysłuchany przez przedstawicieli władzy samorządowej.  To jest najważniejsze, a nie materialne aspekty, typu prawnik czy księgowa/y.

TD: Uznaję to pytanie jako retoryczne, skoro mniej lub bardziej szczegółowy projekt takiego centrum już istnieje, to nie widzę przeciwwskazań, żeby projekt został wdrożony w życie. W mojej wizji takie centrum byłoby miejscem rozproszonym, bo przecież organizacje wolą działać w swoim miejscu, a nie przemieszczać się specjalnie w inne miejsce, np. w centrum miasta. To nie jest mój pomysł, ale tych, którzy są szczególnie tą ideą zainteresowani. Moim zdaniem należy wyjść tym oczekiwaniom naprzeciw, przecież w samym Poznaniu jest ok. 700 pustostanów! Zwróciłbym jednak uwagę na pewne zagrożenia – taka scentralizowana jednostka mogłaby ulec specyficznemu zinstytucjonalizowaniu, w złym tego słowa znaczeniu. trzeba by tego uniknąć. Poza tym jest wiele bardziej palących kwestii niż stworzenie bazy materialnej dla III sektora. Z tym można sobie poradzić. Natomiast wielkim problemem, z punktu widzenia społeczeństwa obywatelskiego, jest manipulacja ze strony władzy. Jedną z nich jest brak dostępu do informacji. Podam przykład: brak opublikowanych trzech zarządzeń Prezydenta dotyczących budżetu, które każdy chętny powinien znaleźć w Biuletynie Informacji Publicznej na stronach Miasta Poznania. Jest to sposób ograniczania aktywności społeczności mieszkańców. Inny przykład – kwestia III Ramy Komunikacyjnej. Mieszkańcom miasta przez wiele lat mówiono, że taka inwestycja jest koniecznością, że bez niej miasto komunikacyjnie sobie nie poradzi. Natomiast teraz, po tym jak okazało się, że na taką inwestycję nie ma pieniędzy, mówi się, że tak naprawdę taka droga jest nam  niepotrzebna.

Usuwanie właśnie takich barier jest jeszcze ważniejsze niż stworzenie bazy materialnej dla organizacji pozarządowych.

IJ: Skoro dla wielu firm prywatnych centrum miasta stanowi problem, w sytuacji, gdy biznes wyprowadza się na obrzeża miasta, pozostawiając po sobie pustostany, dlaczego nie wykorzystać tej przestrzeni na działania obywatelskie? Jest najwyższa pora na konkretne działanie - pozyskanie wspólnie środków unijnych na utworzenie centrum inicjatyw obywatelskich w Poznaniu.

Jak widzicie panowie rolę Pełnomocnika/Koordynatora ds. współpracy z organizacjami pozarządowymi i jego umiejscowienie w strukturze Urzędu Miasta Poznania? Przewodniczący Rady Grzegorz Ganowicz już poniekąd na to pytanie odpowiedział.

GG: Tak, organizacje pozarządowe zajmują się tak różnymi kwestiami, że trudno je ubrać w ramy jednego aktu prawnego. Jeżeli nawet koordynator miałby być jeden, to powinien posługiwać się różnymi regułami prawnymi, w zależności od dziedziny, którą zajmują się konkretne organizacje.

RG: W ostatnich dwóch latach środki wydawane przez organizacje pozarządowe z pieniędzy miasta wzrosły dwukrotnie. Poza tym zmieniła się ustawa o pożytku publicznym i wolontariacie, i zmienił się trend: poza konkursami na wykonanie zadań zleconych, pojawiła się możliwość występowania przez organizacje pozarządowe z inicjatywą. Formalnie Prezydent Miasta musi na tą inicjatywę odpowiedzieć. Dlatego obecnie pełnomocnik powinien mieć funkcję koordynatora, a nie tego, który ocenia wnioski. Musi on nawiązywać kontakty, kreować współpracę z organizacjami a nie oceniać. W związku z tym pełnomocnik powinien być przesunięty z Wydziału Zdrowia do innej komórki organizacyjnej.

JJ: Jestem zdziwiony faktem, że jest potrzebny koordynator czy mediator pomiędzy organizacjami pozarządowymi a Urzędem Miasta. Gdyby urząd sprawniej funkcjonował, słuchał zdania organizacji, nie potrzebowałby takiej osoby, która miałaby tłumaczyć urzędnikom, co tak naprawdę te organizacje potrzebują. Dotykamy istoty problemu, ponieważ problemem nie jest odpowiednia osoba, ale to, aby te relacje były zupełnie inne. Trzeba dążyć do tego, żeby poszczególni urzędnicy rozumieli organizacje, żeby wiedzieli o co im chodzi.

TD: Sam pomysł takiego pełnomocnika wydaje mi się absurdalny! Urząd powinien wyjść z dobrą wolą w kierunku organizacji pozarządowych i tyle! Znając trochę brać urzędniczą, wiem, że gdyby dobry przykład szedł z góry, ta współpraca między organizacjami pozarządowymi wyglądałaby o wiele lepiej.

DJB: Przede wszystkim należy zmienić filozofię patrzenia na organizacje pozarządowe przez urzędników. Jest to o wiele bardziej potrzebne niż pełnomocnik czy koordynator. Po początkowym wsparciu przez samorząd, organizacja pozarządowa powinna poszukiwać wsparcia poza Urzędem Miasta. Będąc przedsiębiorcą, znam wielu kolegów, innych biznesmenów, którzy bardzo chętnie wsparliby jakąś prężną organizację pozarządową, jednocześnie podkręcając swój PR. Tutaj widzę rozwiązanie współfinansowania działań organizacji pozarządowych.

Pytania kandydatów do kontrkandydatów (losowanie):

RG do DJB: Jak Pan sądzi, czy Poznaniacy chcą uczestniczyć  w działaniach lokalnych organizacji pozarządowych? Dużo ich chce, czy raczej mało?

DJB: Zakładam, że jesteśmy społeczeństwem, które się rozwija i które coraz bardziej docenia rolę organizacji pozarządowych. Problemem jest bardziej, nie czy chcą, ale czy mogą.

RG: Prawda jest niestety taka, że bardzo mało mieszkańców miasta chce uczestniczyć  w działaniach organizacji pozarządowych.

DJB do GG: Proszę, aby pochwalił się Pan jakąś działalnością w organizacji pozarządowej

GG: Jestem radnym, a więc nie działam w organizacji pozarządowej. Namawiany do takiego działania odmówiłem, wiedząc, że będę po części odpowiedzialny za podział środków budżetowych dla organizacji pozarządowych. Chciałbym uniknąć zarzutu stronniczości. Jeżeli chodzi o moje doświadczenia z takiej działalności w przeszłości, to przy innej okazji mogę opowiedzieć.

GG do TD: Jakie organizacje pozarządowe działające w Poznaniu Pan zna?

TD: Poza tym, że jestem członkiem Stowarzyszenia My-Poznaniacy działam aktywnie w Towarzystwie Przyjaciół Sołacza. Lista tych, które znam jest bardzo długa.

TD do JJ: Jaki środek techniczny zastosowałby Pan, aby organizacjom pozarządowym było lepiej w Poznaniu, gdyby Pan był Prezydentem.

JJ: Środek techniczny nie jest potrzebny – wystarczy, żeby organizacje w Poznaniu były słuchane. Trzeba wykorzystywać potencjał tych osób, które mają przekonanie, że my sami możemy o sobie decydować. Jest tyle wspaniałych, wartych wspierania organizacji w tym mieście, jak choćby Stowarzyszenie „Razem”. Mam tutaj apel do mediów, żeby więcej informowały o działaniach ngo’sów i oddały im głos.

JJ do RG: Panie Prezydencie, co Pan zrobi, aby wykorzystać potencjał tych ludzi, bo widać, że ta energia w nich jest. Co zrobić, abyśmy znaleźli się w takim miejscu, jak przytaczani wcześniej Skandynawowie?

RG: Na pewno nie będę się starał ukierunkowywać. Organizacje same potrafią wybrać kierunek swojej działalności. Bardzo się cieszę, że w Poznaniu tych organizacji przybywa, że możemy przeznaczać coraz więcej środków na zlecanie realizacji zadań przez organizacje pozarządowe. Mam nadzieję, że ten poziom współpracy będzie wzrastał. Cenię sobie współpracę z ngo’sami, jak choćby inicjatywę Krewni Euro, czy ostatnie Targi Przedsiębiorczości Społecznej, które mam nadzieję, będą miały charakter międzynarodowy. Jestem przekonany, że w najbliższym czasie Poznań w tej dziedzinie osiągnie naprawdę dużo.

Pytania od publiczności:

Stanisław Schupke: Mam pytanie do pana Bachalskiego: Co zrobił Pan w ramach swojej działalności dla organizacji pozarządowych?

DJB: Przeszkoliłem 10 tys. osób bezrobotnych przy pomocy ponad 1000 wolontariuszy. Wielu z bezrobotnych uzyskało dzięki temu pracę. Kursy organizowałem przy pomocy Powiatowych Urzędów Pracy. Poza tym przez 7 lat wspierałem finansowo hospicjum w Zielonej Górze.

 

Pytania do GG:

Justyna Kalina Ochędzan (WRK): Moje pytanie dotyczy polityki lokalowej względem organizacji pozarządowych w Poznaniu, a w zasadzie o jej brak: czy według Pana, poznańskie NGO powinny wynajmować miejskie lokale po preferencyjnych warunkach? Czy raczej według komercyjnych zasad?

GG: To jest możliwe, żeby organizacje miały preferencyjne warunki najmu, natomiast do tego potrzeba sformułowanego przez Radę Miasta Poznania programu, który określałby takie zasady. Ustawa o gospodarowaniu nieruchomościami narzuca na nas obowiązek racjonalnego i ekonomicznego gospodarowania lokalami, co powoduje, że nikt w urzędzie nie podejmie decyzji, żeby wynająć lokal w innej cenie, niż ona wynika z sytuacji na rynku. Jeżeli uchwalono by taki program, który mówiłby o zasadach, mówiących o tym, które lokale można by wynajmować z tzw. niekomercyjnymi stawkami - byłaby podstawa, żeby ogłaszać na nie konkurs adresowany do organizacji pozarządowych. O takim programie możemy pomyśleć we współpracy.

Marcin Maćkiewicz (federacja madeinpoznan.org): Nowa ustawa o prowadzeniu działalności kulturalnej umożliwia tworzenie niepublicznych instytucji kultury, gdzie ogłaszane są konkursy, zamiast na dyrektora, kierowane do organizacji pozarządowych, i one mogą w nich startować, żeby zarządzać taką instytucją kultury. Czy widzi Pan taką możliwość  w Poznaniu? W jakiej instytucji widziałby Pan możliwość zastosowania tego modelu?

GG: Nie do końca znam ten przepis…

MM: W skrócie chodzi o to, że zamiast dyrektorowi, przekazuje się zarządzanie instytucją kultury organizacji pozarządowej (w formie konkursu), np. na trzy lata. Bierze ona wtedy odpowiedzialność za konkretną instytucję. W Warszawie funkcjonuje to bardzo dobrze – choćby w Teatrze Ochota…

GG: Podobna zasada jest wpisana w program Starej Gazowni, nie widzę przeszkód, żeby mógłby być tam realizowany. Być może można by powierzać w ten sposób zarządzanie w teatrach, ale tutaj do końca nie jestem pewien.

Pytania do RG:

Roman Klamycki: Panie Prezydencie, czy jest Pan w stanie udostępnić mieszkańcom miasta Poznania informacje na temat audytu przeprowadzonego w 2006 roku w sprawie wykorzystywania środków na rewitalizację, m.in. z Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Dlaczego nie ma Pan zamiaru tego audytu upublicznić? 

RG: Audyt nie jest informacją publiczną! Natomiast jeżeli chodzi o wszelkie omówienia audytu, możemy je, oczywiście, udostępniać.

Daniela Popławska (mieszkanka Starego Rynku): Dlaczego nie robi pan nic w sprawie właścicieli lokali przy Starym Rynku? Według powszechnego odczucia tutaj rządzi mafia. Dlaczego nic Pan z tym nie robi? Nie mam żadnego zaufania do tej władzy.

RG: Wszystkich konfliktów prezydent nie jest w stanie rozwiązywać… Co do układów mafijnych – od tego są zupełnie inne organy ścigania. Te informacje, które posiadamy przekazujemy tym organom i one muszą się tym zająć. I to jest już poza kompetencją prezydenta. Najemcom tych lokali, o których Pani mówi nie jest osoba fizyczna, tylko spółka. I dyrektor ZKZL ma obowiązek ściągać zaległe pieniądze w sposób najlepszy, jaki potrafi.

Pytania do Tadeusza Dziuby:

Roman Klawecki: Czy jak zostanie Pan prezydentem będzie Pan współpracował w kontekście sprawdzania prawidłowości funkcjonowania organu jakim jest Miasto Poznań?

TD: Gdy byłem wojewodą odbyłem nieplanowanych 600 spotkań z różnymi grupami społecznymi. Uważam, że osoby pełniące wysokie funkcje, jak choćby Prezydent Miasta czy Wojewoda są troszkę odseparowane od realnego świata, dlatego tylko od aktywności takiej osoby zależy, czy będzie chciała mieć dopływ tych informacji, dotyczących bolączek obywateli, którzy nie zawsze potrafią sobie ze swoimi problemami poradzić. Moje nastawienie jest znane - i pan je również dobrze zna.

Pytania do Jacka Jaśkowiaka:

Apolonia Pietrzyk: Chciałabym usłyszeć od Pana Jaśkowiaka, jak potrafi działać, choćby w Szklarskiej Porębie, gdzie będzie współorganizatorem mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym? Należy nam się trochę optymizmu.

JJ: Również w Poznaniu jestem bardzo aktywny, wspieram jak wcześniej wspomniałem Stowarzyszenie „Razem”. Angażuję się w różne inne międzynarodowe organizacje. Jest to dla mnie frajda, że mogę być uczestnikiem różnych wspólnot.

Kamil Drozd (student): Jak Pan się odniesie do faktu, że budowa budynku dworca w Poznaniu została powierzona prywatnej spółce

JJ: Został wykonany przetarg i wcale nie dziwi mnie to, że wykonawcą będą prywatne przedsiębiorstwa, ponieważ one sobie lepiej radzą niż firmy publiczne! Ja tutaj nie dopatruję się jakichkolwiek podtekstów. Na całym świecie tak jest, że im mniej w biznesie państwa, tym lepiej. Oczywiście są wyjątki od tej reguły, z uwagi np. na bezpieczeństwo energetyczne, gdzie część przemysłu znajduje się w rękach spółek Skarbu Państwa, ew. są spółkami komunalnymi. Po prostu przedsiębiorstwa prywatne radzą sobie coraz lepiej i, powtarzam, tak jest na całym świecie.

Podsumowanie:

JJ: Podsumowując – ja jestem optymistą. Chociażby dlatego, że My-Poznaniacy są tutaj tak silnie obecni i to z różnych formacji. Jest to właśnie optymistyczne w tym wszystkim, że organizacje są coraz silniejsze, że potrafią jednoczyć ludzi z różnych formacji politycznych, o różnych zainteresowaniach. Jest to przykład na to, że ngo’sy będą się rozwijać , niezależnie od tego czy będą jakieś przeszkody - zawsze znajdą sposób, żeby się razem spotkać, jednoczyć. Stajemy się społeczeństwem obywatelskim i to jest w tym wszystkim najbardziej optymistyczne.

TD:  Niech podsumowaniem będzie mój komentarz do jednej wypowiedzi Pana Prezydenta: mówiłem wcześniej, że jedną z najważniejszych przeszkód dla działania organizacji obywatelskich jest brak dostępu do wiarygodnej informacji. Prezydent powiedział, że nie może opublikować raportu znanego audytora. Otóż to jest nieprawda: przepisy prawa powszechnie obowiązującego nakazują publikowanie bardzo szerokiego wachlarza informacji. Ale to nie  oznacza że organ władzy publicznej nie może opublikować informacji spoza tego wachlarza. I ja jestem właśnie tym kandydatem, który od samiutkiego początku informuje obywateli, że władza publiczna w Poznaniu powinna opublikować wszystkie informacje, które są możliwe do opublikowania. Są oczywiście te objęte klauzulą poufności, o tych nie mówię, cała reszta z zachowaniem przepisów prawa opublikowana być może. Byś może moją pierwszą decyzją w urzędzie byłby nakaz uzupełnienia w Biuletynie Informacji Publicznej tych informacji, które tam być powinny, a których nie ma. Wtedy organizacjom pożytku publicznego znacznie łatwiej by było się poruszać w przestrzeni naszej wspólnej.

 

DJB: Jeżeli mówimy o kapitale społecznym, a mówił tutaj prezydent o kapitale społecznym, między innymi w kontekście zaufania obywatela do władzy, no to rzeczywiście jeżeli będziemy tak postępowali, że nie będziemy pokazywać tych dokumentów, no to możemy zapomnieć o wysokim kapitale społecznym. Ale wracając do ngo-sów, proszę państwa, poziom rozwoju cywilizacyjnego każdego społeczeństwa jest funkcją jego zdolności do organizowania się, ale nie do organizowania państwa czy społeczeństwa przez władzę, tylko do organizowania SIĘ. Jedną z podstawowych komórek, w ramach których społeczeństwo powinno się rozwijać, są właśnie organizacje pozarządowe. I to powinien być priorytet.

GG:  Dobrze, że wróciliśmy do organizacji pozarządowych. W nich drzemie jeszcze wiele energii, która może być wykorzystana. Mówiliśmy o kilku dziedzinach, nie wspomnieliśmy o oświacie, która też zaczyna być prowadzona przez organizacje pozarządowe. I między innymi dlatego, że ten katalog spraw, którymi organizacje pozarządowe się mogą zajmować potrzebne są przynajmniej dwie instytucje o których mówiliśmy, to znaczy centrum organizacji pozarządowych oraz koordynator po stronie urzędu, który będzie z organizacjami pozarządowymi współpracował. Dlatego w odróżnieniu od niektórych panów uczestniczących w spotkaniu, te dwie rzeczy na pewno będę starał się zrealizować. Między innymi te dwie sprawy, bo o lokalach już mówiliśmy.

RG:  Pozwolę sobie jednak odnieść się do tej kwestii jawności, bo jawność jest rzeczą oczywistą, tylko że tak naprawdę mamy informacje publiczne i pozostałe dokumenty. Informacje  publiczne są nie tylko jawne i każdy ma prawo mnie zapytać, ale oprócz tego mamy całą grupę informacji, które na podstawie innych przepisów, nie tylko w zastrzeżeniu, ujawniane być nie mogą - na przykład jeśli dotyczą osób trzecich, i to nie tylko dotyczy imienia i nazwiska oraz innych danych osobowych, ale także postępowań w sprawach indywidualnych, administracyjnych. Wracając do organizacji pozarządowych – ważne jest to, abyśmy postrzegali organizacje pozarządowe jako działające w wielu sferach życia publicznego. Nie tylko w sferze kontaktów urząd – społeczeństwo, ale przede wszystkim jako element samoorganizacji społeczeństwa. Urząd w tym wypadku powinien pomagać. Ja tu się  zgadzam, że inicjatywy, które wychodzą naprzeciw różnym elementom samoorganizacyjnym są jak najbardziej potrzebne. Sam chciałbym, żeby kilka instytucji czy kilka zadań publicznych, które dzisiaj są prowadzone przez struktury administracyjne, mogły być prowadzone przez struktury społeczne, samopomocowe. Pomysł z instytucjami kultury jest ciekawy, pewnie warto byłoby go spróbować, nie sądzę jednak, żeby na początku w stosunku do najważniejszych instytucji kultury w Poznaniu, ale mamy różną hierarchię, są także takie, które mają nawet charakter osiedlowy, w związku z tym spokojnie mogłoby być wprowadzone na podstawie takiego kontraktu, także placówki oświatowe. W tej chwili toczy się poważna dyskusja, żeby ułatwić organizacjom pozarządowym prowadzenie placówek oświatowych - przypomnę, że jedna z wielkopolskich gmin już to zrobiła na powszechną skalę, przy  olbrzymim konflikcie z kuratorium, ale w sumie skutecznie i przy poparciu mieszkańców. To jest najbardziej typowy obszar samoorganizacji społecznej.

IJ, MH: Dziękujemy za udział w debacie.

Fot.Maciej Włodarczyk www.qpoznan.tv